Stoję po środku ciemnego pokoju. Nie wiedzieć czemu nie mogę się poruszać.W całym moim ciele panuje bezwład. Mogę tylko stać nieruchomo i patrzeć.
Nie wiem gdzie jestem dokładnie,to miejsce mnie przeraża...skądś je pamiętam. Nagle słyszę kroki. Ktoś tu idzie,zaczynam panikować ponieważ nie mogę uciec. Mężczyzna wszedł do pokoju i zatrzymał się kilka kroków przede mną. Cień pada na jego twarz,nie mogę go rozpoznać.
-Witam ponownie-chrypnął przerażająco. U dołu kręgosłupa poczułam nieprzyjemne ciarki.
Ross. Ale...przecież on nie żyje...Zayn i Jack zabili go gdy...nie to nie możliwe.
Nagle chwycił silnie mój podbródek. Poczułam strach przeszywający całe moje ciało. Przybliżył twarz do mojej. Wyglądał tak samo jak wtedy.
Moje ciało nareszcie uległo i mogłam się poruszyć,próbowałam się mu wyrwać,lecz ten uderzył silnie w mój brzuch i upadłam na ziemię.
Pochylił się nade mną. Zaczęłam wierzgać nogami i krzyczeć.
W pewnym momencie usłyszałam głos. Głos doskonale mi znajomy i idealny.
-skarbie obudź się...Ness!
Słyszę go,lecz nie widzę. Po staraniach ucieczki od Rossa,nagle otwieram oczy,Zayn zaniepokojony patrzy na mnie od boku.
-znowu?-szepnął kojąco
-tak-momentalnie zalałam się łzami i wtuliłam w niego roztrzęsiona.
Mam dość tych koszmarów...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz